Olga Bołądź: lubię się zmieniać do ról
Olga Bołądź (fot. Krzysztof Kurek/TVP)

Jak to jest wrócić na plan czegoś, co już zostało wiele miesięcy temu ukończone? Wszak serial poprzedził film fabularny…

– Film zaczęliśmy kręcić rok temu. Wiązało się to z koniecznością ogolenia głowy. Jak widać włosy już trochę odrosły. Teraz wracamy do „Służb specjalnych” jako do serialu. Jest to temat bardzo mi bliski, bo dużo serca włożyłam w ten projekt. I nie chodzi tylko o mnie, ale o całą ekipę. Przeżyliśmy wspólnie wiele trudnych sytuacji. Każdy z nas wrócił do tego projektu z radością, zniecierpliwieniem i młodzieńczym podnieceniem.

Jakie nowe wątki pojawią się, jeśli chodzi o postać podporucznik Lach?

– Będziemy śledzili historię „Białko” przed wstąpieniem do „pięściarzy”, przed spotkaniem z pozostałymi bohaterami z grupy z wydziału piątego. Może nie będzie za dużo jej życia osobistego, ale będą jej losy przed – jakim jest człowiekiem, jakim jest pracownikiem różnych polskich służb, bo będzie trochę zmieniała miejsca pracy. Bohaterka będzie robiła różne rzeczy. Nie mogę za wiele zdradzić, ale zapewniam, że Patryk szykuje tu wiele niespodzianek. Film  był zaskakujący i serial też będzie. Kiedy czytałam scenariusz odcinków, które obejmują wydarzenia, których nie obejmował film, to prawie się popłakałam ze śmiechu… To jest naprawdę dobrze napisane.

A dlaczego warto rozszerzyć film aż do serialu?

– Odpowiadając na to pytanie posłużę się opiniami widzów. Oni pokochali naszych bohaterów. Podobało im się to, co zobaczyli. Mówili, że podoba im się gatunek political fiction, lubią coś takiego śledzić i podobają im się teorie spiskowe. W serialu pokazujemy nieco więcej. Wchodzą nowi bohaterowie – bardzo śmieszni i charakterystyczni. Plan jest ciężki, bo zdjęcia mamy zimą, a jest dużo plenerów. Ale nie oszczędzamy się. Wszystko jest grane bardzo realistycznie. „Białko” robi znowu różne dziwne rzeczy, czasami na skraju prawa. Ja się bardzo cieszę z tego ponownego spotkania z Patrykiem i „Służbami”.

A jaki był odbiór filmu przez widzów? W internecie można było przeczytać różne opinie…

– Odbiór był bardzo dobry. Moim zdaniem ludziom bardzo to się podobało. Dość często zagadywano mnie w sprawie „Służb” i każdy miał swoje zdanie. Niektórzy byli zbulwersowani podejściem do tematu. Ten film jednak zmusza do zadawania sobie pytań, czy tak mogło być i uważam, że to już jest wielkim sukcesem. Na pewno ten film nie pozostawia obojętnym. Ja w większości spotkałam się z dobrymi opiniami. To nie jest klasyczna produkcja – Patryk pobawił się konwencjami, było to trochę komiksowe.

A jak się pracuje z Patrykiem Vegą?

– Ja osobiście nie narzekam. Bardzo sobie cenię Patryka Vegę za jego inteligencję, pracowitość, przygotowanie, pełen profesjonalizm. Polubiliśmy się wszyscy na planie i tak po ludzku się dogadujemy. Tu zebrała się zgrana ekipa aktorska: Jasiu Chabior, Wojtek Zieliński, Kamilla Baar, Wojciech Machnicki, Agata Kulesza, Eryk Lubos… Tutaj dodatkowo mieliśmy kontakt z osobami, które po raz pierwszy stają przed kamerami, czyli tzw. naturszczykami. Jest to duża przygoda. Czasem należy im pomóc, czasem zaskakują niezwykłym wręcz podejściem do roli, a czasem są tak scastingowani, że grają samych siebie… Jest to na pewno ciekawe, chociaż czasami trudne. W serialu operator jest ten sam co w filmie, czyli Mirek Brożek i większość ekipy jest ta sama. Cieszę się, że wróciłam tu do swojej ukochanej „Białko”, ale realizuję też zupełnie inne projekty.

Mówi Pani o ukochanej postaci, czyli podporucznik Lach, ale ta rola wymagała sporego poświęcenia…

– No tak. To były takie techniczne rzeczy. Postać miała krótkie włosy i musiałam ściąć włosy. Trzeba było zmienić się fizycznie i się zmieniłam do tej roli. Ja to wszystko odbieram in plus, bo lubię się zmieniać do ról.

Czy po roku od realizacji filmu teraz Pani starała się dodać nowe akcenty rysunku postaci?

– Przede wszystkim starałam się nie zgubić tego, co już było. Wrócić do postaci nie było łatwo. „Białko” mówi trochę niżej ode mnie, w jej głosie słychać, że ona jest absolutnie obok wszystkiego. Z jej tonu bije nihilizm – ma tzw. zlewkę na wszystko. Musiałam do tego wrócić i zaplanować jak to zagrać. Poza tym wróciłam na siłownię i trenowałam, żeby była ścisła kontynuacja.

Po „Służbach specjalnych” wzięła Pani udział w spektaklu Teatru Telewizji „Brancz” Juliusza Machulskiego. Tam była rola kelnerki, która – jak się okazuje – jest policjantką…

– Tak. Wydaje mi się, że Juliusz zmienił tę rolę pode mnie. Mój wygląd sugerował, że mogę taką postać zagrać – miałam bardzo krótkie włosy i on tę postać tak trochę podrasował pod aktorkę.
 
A czy po „Branczu” przydarzyło się Pani coś z działki Teatru Telewizji?

– Tak. Zrobiłam „Miss HIV” w reżyserii Krzysztofa Czeczota i tam gram rolę tytułową. Gram tam z Dorotą Kolak, Kasią Warnke, Adamem Woronowiczem i Anią Próchniak. Wyśmienite towarzystwo i fajni koledzy aktorzy. Bardzo cenię sobie formę Teatru Telewizji i gdybym mogła to robiłabym tego jak najwięcej. Mam głęboki szacunek do tekstu, z jakim tam się aktorzy stykają. Pracuje się tam w innym tempie i nie można tego porównać ani do teatru, ani do filmu.

A czy te wydarzenia, które stały się kanwą scenariusza filmu i teraz serialu – np. samobójstwo Andrzeja Leppera, rozwiązanie WSI, działania Antoniego Macierewicza – obserwowała Pani na bieżąco?

– Ja staram się być apolityczna. Polska polityka nie wzbudza we mnie dobrych uczuć. Oczywiście będąc dobrym polskim obywatelem zdaję sobie sprawę z różnych bieżących wydarzeń. Muszę przyznać, że podejście Patryka do tego tematu było dla mnie inspirujące i pobudziło moją wyobraźnię, ale zdaję sobie sprawę, że my robimy obraz fabularny, a nie dokumentalny.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał: Paweł Pietruszkiewicz

reklama